Fakt, że zostałem kandydatem Prawa i Sprawiedliwości oraz obozu Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Szczecina okazał się dla wielu osób zaskoczeniem. Propozycję wystąpienia w tej roli odebrałem jako wielki honor i wyzwanie, bo ze Szczecinem związałem całe moje życie.

To tutaj, w Szczecinie, w szpitalu na ul. Piotra Skargi, urodziłem się i spędziłem beztroskie dzieciństwo na małej ulicy Sopockiej przy Lesie Arkońskim. Wychowywałem się wraz z dwoma młodszymi braćmi Pawłem i Grzegorzem oraz starszym kuzynem Antosiem, który zamieszkał z nami po śmierci swojej matki, siostry mego ojca.

Uczyłem się w Szkole Podstawowej nr 36 przy ul. Wojciechowskiego, a później w Liceum Ogólnokształcącym nr V przy ul. Ofiar Oświęcimia. W ogólniaku poznałem moją miłość – Małgorzatę. W sierpniu tego roku przypada 36. rocznica naszego ślubu. Nasze dorosłe już dzieci – Aleksandra, Piotr i Katarzyna – również mieszkają i pracują w Szczecinie. Moi oboje rodzice pochodzili z Kresów Wschodnich; przyjechali do Szczecina krótko po wojnie. Ojciec Andrzej w styczniu 1946 r. wprost z sowieckiego obozu pracy w Kałudze, gdzie trafił jako żołnierz 13. Wileńskiej Brygady „Nietoperza” Armii Krajowej po operacji „Ostra Brama””, a matka – Alina w 1949 r. jako studentka nowo otwartej w Szczecinie Pomorskiej Akademii Medycznej. Ojciec pracował jako ekonomista, matka była lekarzem okulistą. Obydwoje mieszkali w Szczecinie do końca swoich lat. Byli dobrymi, skromnymi i pracowitymi ludźmi, którym wojna zabrała wszystko, i którzy w Szczecinie zaczynali wszystko od nowa.

Po studiach prawniczych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i służbie wojskowej wróciłem do rodzinnego Szczecina. Pracowałem jako asystent – pracownik naukowy, ukończyłem aplikację radcowską. W grudniu 1981 r., zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, wyrzucono mnie z pracy z zakładu prawa Morskiego Instytutu Rybackiego, gdzie tworzyłem koło „Solidarności”. Potem pomagałem podziemnej „Solidarności” – doradzałem, broniłem, pisałem teksty oświadczeń i artykuły do prasy podziemnej, kolportowałem podziemną literaturę, przechowywałem ukrywającego się przed służbami bezpieczeństwa PRL kolegę. Pracowałem jako radca prawny w Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia, w spółdzielniach mieszkaniowych Dąb i Wspólny Dom. Od 1987 r. jestem adwokatem. Zajmuję się głównie prawami człowieka, prawem gospodarczym, karnym i międzynarodowym. Jestem założycielem i wspólnikiem kancelarii adwokatów i radców prawnych Sochański & Osiński w Szczecinie.

W 1989 r. dołączyłem do Obywatelskiego Komitetu Porozumiewawczego „Solidarność”; rok później, w pierwszych wolnych wyborach samorządowych, zostałem wybrany radnym, a później wiceprzewodniczącym Rady Miasta Szczecin. W lipcu 1994 r. radni wybrali mnie prezydentem stolicy Pomorza Zachodniego. Urząd ten sprawowałem do listopada 1998 r. w oparciu o mandat dawnej Unii Wolności oraz koalicję wszystkich ugrupowań posierpniowych w opozycji do dawnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

W tym czasie Szczecin należał do ścisłej czołówki polskich miast z piątą stocznią świata, produkującą rocznie około 20 statków, oraz innymi stoczniami: Parnicą, Odrą, Gryfią, Teligą. Działały w nim także znane w Polsce i za granicą firmy, których nazwy dzisiejszej młodzieży zapewne już nic nie powiedzą: Papiernia Skolwin, Huta Stołczyn, Wiskord, Polmo, Unikon, Załom, Selfa, Dana i wiele innych. W trakcie mojej czteroletniej kadencji bez funduszy unijnych miasto wybudowało m.in. dwie przeprawy mostowe Trasy Zamkowej, most Portowy, filary pod most Pionierów, drugie jezdnie w dotychczas jednopasmowych traktach: al. Wojska Polskiego, ulicach 26 Kwietnia, Mieszka I, gen. Taczaka, a także fontannę nazwaną później „Bartłomiejką”.

Po wygaśnięciu kadencji na stanowisku prezydenta wróciłem do wykonywania zawodu adwokata. W 2006 r. otrzymałem nagrodę „Gazety Prawnej” Bona Lex dla najlepszego adwokata w Polsce. Wraz z innymi polskimi i rosyjskimi adwokatami reprezentowałem rodziny katyńskie w sporze z Federacją Rosyjską przed Trybunałem w Strasburgu, pierwszym przypadku pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za tę zbrodnię przed sądem międzynarodowym. Otrzymałem odznaczenie „Adwokatura Zasłużonym”. Jestem współzałożycielem i prezesem Szczecińskiego Towarzystwa Dialogu o Prawie – stowarzyszenia praktykujących prawników, głównie adwokatów i radców prawnych – otwarcie popierającego dobrą zmianę w wymiarze sprawiedliwości.

Przez ostanie 18 lat, od 2000 r. byłem Konsulem Honorowym Republiki Federalnej Niemiec w Szczecinie z okręgiem konsularnym na Pomorze Zachodnie. W tym czasie dla zgłaszających się do mnie w różnych konsularnych potrzebach Polaków i Niemców, a ostatnio także Ukraińców, załatwiłem kilka tysięcy spraw. Zostałem odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krzyżem Zasługi na wstędze Republiki Federalnej Niemiec. O polsko niemieckich relacjach mówiłem po polsku, niemiecku i angielsku na uniwersytetach, podczas różnych konferencji, w mediach, na oficjalnych i nieoficjalnych spotkaniach.

Uważam, że dobre, sąsiedzkie stosunki z Niemcami są racją stanu Szczecina i Pomorza. W kwietniu 2018 r., po ogłoszeniu mojej kandydatury na prezydenta Szczecina, złożyłem rezygnację z funkcji konsula

Decyzja o przystąpieniu do Prawa i Sprawiedliwości dojrzewała we mnie od katastrofy smoleńskiej i wymaga przyznania się do błędu. W latach dziewięćdziesiątych należałem do Kongresu Liberalno- Demokratycznego, a po jego połączeniu z Unią Demokratyczną, także do Unii Wolności. Sądziłem wówczas, że wolny rynek i środowiska inteligenckie staną się dla powstającej po upadku socjalizmu Polski filarami dobrobytu, demokracji i państwa prawa. Jednak okazało się, że po 1989 r. większość polskiej inteligencji uwikłała się w układy z postkomunistami, a w Europie nie istnieje wolny rynek, lecz wszechobecny interwencjonizm. Czarę goryczy przepełniła publikacja kompromitujących rozmów, jednoznacznie wykazujących gorszącą korupcję poprzednich elit rządowych.

W 2015 r. poparłem kandydaturę Andrzeja Dudy na prezydenta RP, a w 2017 r. wstąpiłem do Prawa i Sprawiedliwości. Jestem szeregowym członkiem komitetu Północ w Szczecinie.

Nie pragnę już w moim życiu żadnego zawodowego ani finansowego awansu. Chcę natomiast zostać prezydentem mojego rodzinnego Szczecina, bo uważam, że pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, i pod moją ręką, miasto może być ważną dla Rzeczpospolitej transgraniczną metropolią. Metropolią o europejskim znaczeniu oraz istotnym oddziaływaniu na sąsiedni obszar, co wymaga prawdziwie przełomowych zmian w otaczającej Szczecin przestrzeni w szczególności budowy zewnętrznej i wewnętrznej obwodnicy, kolei metropolitalnej, pogłębienia toru wodnego  – co pociągnie odbudowę gospodarki morskiej. Zmiany te wymagają oparcia w rządowo-samorządowym kontrakcie dla Szczecina zapowiedzianym w „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” rządu premiera Mateusza Morawieckiego. Żaden z moich konkurentów takiej perspektywy dać nie może.

„Silny Szczecin, silne Pomorze Zachodnie jest polską racją stanu” mówił prezydent Lech Kaczyński, duchowy przywódca obozu Zjednoczonej Prawicy, ludzi, którzy DOTRZYMUJĄ SŁOWA.

Bartłomiej Sochański